|
Mija prawie rok, kiedy napisałem ostatnią kronikę. Nie
wynika to z mego lenistwa czy tzw. innych "czynników obiektywnych". Sprawa jest
banalnie prosta. Wydawnictwo "Volumed" z Wrocławia w ramach procesu upadłościowego
wstrzymało w miarę regularne (choć często z 6- miesięcznym opóźnieniem) wydawanie
"Kliniki Ocznej", mimo że pobrało pieniądze od prenumeratorów! W efekcie moje
kroniki - nr 58 z grudnia 2000 r. i 59 z marca 2001 r. - ukażą się po roku od
napisania i to tylko dzięki zdecydowanej postawie prof. J. Kałużnego i prof. M.
Starzyckiej, którzy zmusili wydawnictwo do wydania numerów 2/3 i 4/6 "Kliniki Ocznej"
2001, choć opóźnionych i w niższym nakładzie. W związku z powyższym zawarte w nich
informacje - delikatnie mówiąc - do najświeższych nie należą. Wyrażam nadzieję,
że nowy wydawca (Oftal sp. z o. o. z Warszawy, który od 2002 r. wydaje nasz periodyk) będzie
punktualny, na co jako nowy redaktor naczelny będę też miał wpływ.
A teraz przystępujemy do meritum, czyli zaczynamy nadrabiać zaległości z minionego
roku, który - chociaż obfitował w ciekawe wydarzenia w świecie okulistyki - nie
przyniósł zbyt licznej korespondencji do mnie (poza prof. A. Gierek-Łapińską -
serdeczne dzięki Dusiu).
Dlatego też w tej kronice bardzo skrótowo przedstawię wydarzenia z własnych
obserwacji.
Z coraz większymi problemami borykają się dzisiaj organizatorzy zjazdów czy sympozjów.
Przykładem może być XXV Sympozjum Retinologiczne (06-08.04.2001r.) w Poznaniu, na które
do początku marca zgłosiło się raptem 70 osób! Organizatorzy zamówili więc kameralną
salę obrad i założyli skromny program naukowy. Od połowy marca ruszyła lawina zgłoszeń,
tak że do Poznania w rezultacie przyjechało 450 gości, w tym ponad 50 z zagranicy.
Program naukowy też urósł do prawie 100 prac. Komitet organizacyjny pod przewodnictwem
prof. Krystyny Pecold dokonał cudu (jak Ty to robisz Krysiu!) i wszyscy uczestnicy zarówno
sympozjum, jak i poprzedzającego je kursu chirurgii szklistkowo-siatkówkowej powinni być
zadowoleni. A dlaczego tylko powinni?, bo parę spraw - moim zdaniem - przeoczono. Po
pierwsze termin był dobrany bardzo niepomyślnie - wszak to palmowa niedziela (8.04)
stała się dniem obrad. Po drugie organizacja zjazdu w sobotę i niedzielę to już
przesada. Nawet w USA z reguły tego nie robią. Organizatorzy tłumaczyli te niedogodności
napiętym kalendarzem, uzgodnieniami z niemieckim współorganizatorem kursu (prof. I.
Kreissig), ale mnie to do końca nie przekonuje. Nie przekonało też licznej grupy
kierowników klinik z Polski, którzy nie uczestniczyli w jubileuszowym wszakże
sympozjum. Ale dość wybrzydzania, reszta (poza pogodą, która kompletnie zawiodła -
deszcz i zimno!), jak to zwykle w Poznaniu bywa, na najwyższym poziomie. Zgodnie z
tradycyją ostatnich lat uroczyste otwarcie w dniu 6 kwietnia odbyło się w przepięknej
Auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Poza akcentami oficjalnymi, przemówienia wojewody i
wiceprezydenta Poznania (z zawodu okulista z I° specjalizacji), uhonorowano Medalem
Retinologicznym prof. S. Binder z Wiednia. Prof. R. Grewe z Minster wygłosił ciekawy i
przenikliwy referat nt. "Okulistyka w Unii Europejskiej na progu XXI wieku i jej
otwarcie na Kraje Europy Wschodniej". Na zakończenie uczestniczyliśmy w prawdziwej
uczcie artystycznej - koncert w wykonaniu sekstetu "Affabre Concinui" - co za przeżycie,
jaka skala możliwości wokalnych artystów, od pieśni barokowych do piosenek Beatelsów.
A końcowe "Bolero" M. Ravela to już majstersztyk. Owacje i bisy były w pełni zasłużone.
Mimo dużej liczby wygłaszanych prac (60) same obrady przebiegły sprawnie w jednej sali.
Tym razem nie spisali się niektórzy goście zagraniczni, bowiem nie doczekaliśmy się
wystąpień kilku z nich. Nie zawiedli wypróbowani, prof. J. Kański i dr S. Milewski -
"polonusy" z Anglii i USA, wygłaszając bardzo ciekawe prace: pierwszy - referat
wprowadzający pt. "Wtórne odwarstwienie siatkówki - patogeneza i cechy kliniczne",
drugi - "Chirurgia otworów w plamce". Ogólnie poziom referatów oceniam bardzo
wysoko, nie tylko prelegentów z zagranicy (wyjątkowo dużo - prawie 30%), ale także z
Polski. Mam nadzieję (choć obawiam się, że płonną), że sprawozdanie naukowe z
sympozjum ukaże się w formie publikacji, bo naprawdę omówiono bardzo wiele ciekawych i
nowych zagadnień.
Część towarzyska, niestety, znowu zawiodła. Nie było bankietu z tańcami i muzyką na
żywo (dlaczego?), co młodzież okulistyczna głośno i negatywnie skomentowała, czemu
się nie dziwię, bo sam wspominam cudowne zabawy do rana na pierwszych sympozjach. Ach
- to były czasy! Dla "starszyzny" i gości zagranicznych zorganizowano zwiedzanie
zamku w Kórniku połączone z kolacją - nudno i zimno, a jedzenie podłe. Duży
niedosyt.
Okuliści pracujący w wojsku postanowili założyć swoją sekcję. Okazją ku temu był
kolejny już XIV zjazd - organizowany tym razem w Strykowie koło Łodzi (24-26.05.2001
r.). Piękna majowa pogoda sprzyjała najazdowi gości, a zjawiło się około 200 osób,
w tym liczna grupa przyjaciół spoza wojska, z Panią Profesor A. Gierek-Łapińską na
czele. Nie muszę nadmieniać, że organizator spotkania, płk profesor Roman Goś,
wszystko perfekcyjnie przygotował - jak to ma w zwyczaju - mimo że jeszcze miesiąc
przed spotkaniem musiał przenosić je ze Spały do Strykowa! Podpisane wcześniej umowy z
Centralnym Ośrodkiem Sportu w Spale okazały się świstkiem papieru, bo COS
jednostronnie je zerwał z powodu organizacji jakiś mistrzostw młodzieżowych, za nic
mając umowy, przyjęty zadatek, włożony trud organizatorów z Łodzi. Nóż sam się
otwiera w kieszeni. Jednak w myśl przysłowia "nie ma tego złego, co by na dobre nie
wyszło" organizatorzy wybrnęli z kłopotów, bo motel w Strykowie zapewnił (poza
lokalizacją) chyba lepsze warunki. Dobre pokoje, świetna kuchnia, wygodna sala obrad
sprzyjały naukowemu skupieniu. A że zaczęliśmy od spotkania przy ognisku z muzyką i
tańcami - raj dla pań, bo panów była przewaga! - humory od początku dopisywały.
Zaletą programu, który ułożyliśmy z Profesorem Gosiem, był podział na część
szkoleniową - poświęconą zagadnieniom fizyki i optyki okulistycznej (bardzo dobre
referaty z klinik mojej i łódzkiej) i kliniczną - poświęconą postępom w
diagnostyce i mikrochirurgii oka. Dzięki naszej pracy i życzliwości wydawców wszystkie
referaty ukazały się w "Lekarzu Wojskowym" oraz "Kontaktologii i Optyce
Okulistycznej" - równocześnie ze zjazdem (serdeczne dzięki dla prof.
T. Płusy i red. E. Bieleckiej) - a uczestnicy otrzymali je w teczkach zjazdowych. Taki
system polecam innym organizatorom. Same obrady były ciekawe, poziom wielu wystąpień
wysoki. Moim zdaniem wyróżniały się, zarówno pod względem treści, jak i formy
prezentacji, referaty dotyczące natury światła, fizycznego efektu jego działania i
podstaw optyki z CSK z Warszawy kolegów R. Różyckiego, J. Robaszkiewicza i M.
Figurskiej. Po zakończeniu obrad wybrano władze Sekcji Okulistyki Wojskowej PTO.
Praktycznie jednogłośnie na przewodniczącego wybrano Waszego kronikarza, a na
wiceprzewodniczącego - profesora Romana Gosia. Zabawa do białego rana przy bardzo
dobrym zespole muzycznym zakończyła zjazd. Bardzo dobre jedzenie i napitki podawano w pełnej
obfitości. Przyjemnie było uczestniczyć i popatrzeć na zabawę młodzieży
okulistycznej - a było na co. Serdeczne dzięki Romku za perfekcyjną organizację i
przemyślane przygotowanie programu zjazdu. Następny odbędzie się we Wrocławiu. Mam
nadzieję, że dr Miśkiewicz nie zawiedzie i utrzyma tak wysoko postawioną poprzeczkę.
Europejski Kongres Okulistyczny to zawsze duże wydarzenie. I tym razem wśród około 4
tysięcy uczestników nie tylko z Europy nie zabrakło silnej polskiej grupy, w tym i
Waszego kronikarza. Istambuł przywitał nas ciepłą, słoneczną pogodą, co nie powinno
dziwić, bo i pora była odpowiednia 03-07 czerwca 2001 r. Warunki obrad wyśmienite -
wspaniałe centrum kongresowe - tylko zazdrościć. Organizacja nieco zawodziła, ale
mniej niż można by było spodziewać się po południowcach. Liczę, że ktoś z bardzo
licznej polskiej grupy napisze ciekawe sprawozdanie naukowe. Na wszelki wypadek przedstawię
trochę własnych refleksji i obserwacji. Niestety, podobnie jak to opisałem w
poprzedniej kronice, komercjalizacja obrad niesie wiele złego. Obfitość sponsorowanych
sesji, w czasie których przekonywano nas do określonych leków czy metod leczenia, mało
miała wspólnego z prawdziwą nauką. Trochę żenująco wypadli znani światowi "luminarze"
okulistyki w roli prezenterów reklamujących określone wyroby. Oj, chyba w złą stronę
zmierzają spotkania naukowe, ale cóż, jak się płaci za przyjazd, pobyt plus
kieszonkowe, to się wymaga. Jeszcze raz podkreślę - żenujące. Żeby chociaż
proporcje były zachowane. Jak pamiętam swoje pierwsze kongresy światowe sprzed
dwudziestu paru lat, to doniesienia "stricte" naukowe stanowiły około 90% wszystkich
prac, a obecnie - moim zdaniem - nie więcej niż 50%. Jeśli do tego zawodzi system
selekcji zgłoszonych prac, co - jak sądzę - miało miejsce w Istambule, gdzie
przyjmowano wszystko jak popadnie, to znalezienie dobrych i rzetelnych referatów było
bardzo trudne. Oczywiście były i takie, ale stanowiły chyba nie więcej niż 5-10% wygłaszanych.
Trudno je było wytropić, czytając streszczenia, chyba że wybierało się znane z piśmiennictwa
nazwiska. Oni nie zawodzili. Inna sprawa, którą powinni przemyśleć naukowcy z tzw.
Europy środkowo - wschodniej, to zauważalna już w Sztokholmie, a bardzo widoczna w
Istambule eliminacja ich ze składów prezydiów poszczególnych sesji naukowych. A
przecież pamiętam czasy, kiedy prowadziłem sesję w Brukseli, a na innych zjazdach
robili to profesorowie Kęcik, Gierek-Łapińska, Zagórski, Żygulska-Mach i wielu
innych. A w Istambule kto - chyba nikt. Oj, coś ta Europa niby chce nas przyjąć, ale
tak jakby się bała i zamykała przed nami niektóre drzwi. A przecież poziom wielu
prezentacji polskich w Istambule nie odbiegał od innych, a jeżeli - to na plus. Jeśli
szybko czegoś z tym nie zrobimy, to wykolegują nas z wielu gremiów; i to prędzej niż
myślimy.
Istambuł to piękne miasto. Cudowne, unikalne położenie na granicy dwu kontynentów,
doskonały klimat śródziemnomorski dały mu przed wiekami olbrzymią szansę. Wiele
setek lat był stolicą świata, ale teraz tego nie widać i nie czuć. Za to, mimo bliskości
morza, czuć spaliny samochodowe i nie zawsze wydolną kanalizację. Olbrzymi tłok, bałagan
na jezdniach i ulicach, kilometrowe korki pożerają wolny czas. Tylko zwiedzanie na własnych
nogach pozwala obcować z historią tysiącleci. Stare, rzymskie akwedukty i cysterny,
tylko ślad słynnego hipodromu to niewiele pozostałości po dumnym Bizancjum. Wieki
dominacji arabskiej i islamu to wspaniałe meczety, pałace, ogrody. Umieli Arabowie
smakować piękno, delektować się nim i... strzec przed obcymi, co można było
stwierdzić, zwiedzając od niedawna dostępny harem sułtanów.
Gospodarze kongresu byli niezwykle gościnni i mili, co można było zaobserwować zarówno
na salach obrad, jak i na ulicach, w sklepach, lokalach. Mimo surowych reguł islamu nie
było problemów z winem, które lało się obficie na bardzo dobrym przyjęciu pożegnalnym.
Zorganizowano je na wolnym powietrzu w ogrodach sułtańskich; obfitowało w jadło i
napitki. Nie zasmakowałem w kuchni tureckiej, wolę naszą, szczególnie domową. Ale słodycze
mają pyszne, było co pojeść. Do zobaczenia piękny, zaniedbany i tak różny
Istambule. Piękne mosty nad Cieśniną Dardanelską ciągle tkwią w mej pamięci.
A jak na tle Kongresu Europejskiego wypadł nasz, Jubileuszowy XL Zjazd Okulistów
Polskich (10-13.10. 2002 r.) w Warszawie?
Moim zdaniem dobrze, a w wielu sprawach bardzo dobrze. Przede wszystkim wielkie słowa
uznania dla prof. Tadeusza Kęcika. Po pierwsze - za odwagę, że podjął się tego
zadania mimo braku w Warszawie zaplecza zjazdowego. Budowane obecnie Centrum Kongresowe
zdecydowanie ułatwi zadanie następnym warszawskim organizatorom. Po drugie - za
koncepcję zjazdu uwzględniającą cały przekrój okulistyki bez tematu głównego.
Profesorowie poproszeni wcześniej o prowadzenie poszczególnych sesji mieli czas, aby na
długo przed zjazdem zapoznać się ze zgłoszonymi referatami i przygotować własne
wprowadzenie, które wkrótce ma się ukazać w wersji książkowej - wielkie dzięki.
Po trzecie - za zaproszenie do udziału i zorganizowanie wspólnych sesji międzynarodowych,
polsko-ukraińskiej i polsko-angielskiej, oraz sesji z głosowaniem interaktywnym
uczestników. Sam prowadziłem sesję "Suche oko" i oceniając reakcję uczestników
zgromadzonych w sali oraz późniejsze opinie stwierdzam, że jest to doskonała forma m.
in. sprawdzania własnej wiedzy przez uczestników. I po czwarte - za wspaniałą
uroczystość otwarcia zjazdu, po której mogliśmy bawić się do białego rana zachęcani
przez Piotra Gąsowskiego (szkoda tylko, że tak mało było stolików!), oglądając "pyszne"
widowisko muzyczno-wodne (tańczące fontanny - ale gdzie im do Singapuru!). Było
fajnie, a ponieważ to nie jedyna zabawa w czasie zjazdu, więc około 2000 uczestników
spędziło mile czas w obiektach warszawskiego Torwaru, nie tylko na sesjach naukowych.
Brawo Tadziu - z tego trudnego zadania wywiązałeś się bez zarzutu. Jeśli dodam, że
sprawozdanie ze zjazdu ukazało się w pierwszym numerze "Kliniki Ocznej" 2002 r., a
wydrukowany program zjazdu odpowiadał formą, grafiką i treścią standardom światowym,
to tylko podziwiać Twoją sprawność organizacyjną.
|
|
Dzień przed zjazdem odbyło się Walne Zgromadzenie Delegatów
PTO. Wybrano nowe władze, a co najważniejsze zgromadzenie zadecydowało o włączeniu
prenumeraty "Kliniki Ocznej" do składek płaconych przez wszystkich członków PTO. W
2002 r. pełna składka wynosi 100 zł, dla emerytów - 50 zł (nie płacą tzw. części
członkowskiej) i w ten sposób wszyscy członkowie PTO otrzymują "Klinikę Oczną".
Zgodnie z uchwałą Walnego Zgromadzenia Delegatów PTO raz w roku wysokość składki będzie
weryfikowana przez Zarząd Główny PTO. Tym samym zarząd wziął na siebie obowiązek
redagowania i wydawania "Kliniki Ocznej". W efekcie redakcja stała się agendą zarządu,
bez żadnych uprawnień finansowych. Umowę z wydawcą podpisuje prezes Zarządu Głównego
PTO. Moim zdaniem rozwiązanie to - przyjęte wzorem wielu światowych Towarzystw
Naukowych - jest bardzo dobre, bo wszystkim członkom PTO płacącym składki umożliwia
otrzymywanie "Kliniki Ocznej" na warunkach preferencyjnych, bez potrzeby prenumeraty
(oczywiście można ją zaprenumerować indywidualnie, ale kosztuje to 95 zł w 2002 r.).
Nowa formuła umożliwia regularne, planowe wydawanie naszego czasopisma i zapobiega
sytuacji, która spotkała poprzednią redaktor naczelną - prof. M. Starzycką (wydawca
pobrał pieniądze od prenumeratorów, a pisma wydać nie chciał). Obecnie taka sytuacja
nie może się zdarzyć. Jako nowy redaktor naczelny "Kliniki Ocznej" wierzą, że
nareszcie nasze pismo stanie się aktualne, odzyska zaufanie czytelników i autorów prac,
którzy nie będą czekali zbyt długo - czasami zdarzało się, że całe lata - na
publikację. Zainteresowanych dokładniejszym opisem tej i innych spraw poruszonych na
walnym zgromadzeniu odsyłam do sprawozdania.
Z krajowego "podwórka" chcę jeszcze wspomnieć o czterech spotkaniach. Na pierwszych
dwóch, tj. Sympozjum Sekcji Informatyki Medycznej - Czarna 14-16.06.2001 r. i Sympozjum
Sekcji Kontaktologicznej PTO - Warszawa 22-23.09.2001 r., nie byłem, czego bardzo żałuję.
Są to prawie zawsze, jak do tej pory, udane spotkania i jestem przekonany, że zarówno
prof. Krystyna Janicka, jak i nowo wybrany przewodniczący Sekcji Kontaktologii PTO, prof.
Jerzy Szaflik, podtrzymają, a nawet udoskonalą tę tradycję. Pozostałe dwa spotkania
odbywały się w królewskim grodzie Krakowie. 150-lecie Katedry i Kliniki Okulistycznej
Uniwersytetu Jagiellońskiego obchodzono tam w dniach 23-24.11.2001 r. Piękna Aula
Collegium Maius zgromadziła dostojnych gości z kraju i zagranicy, w tym przewodniczącego
PTO prof. Józefa Kałużnego i Prezydenta Międzynarodowej Rady Okulistycznej prof.
Gottfrieda Naumanna. Dzieje krakowskiej okulistyki uniwersyteckiej przedstawiła prof.
Maria Starzycka, a przewrotny wykład okolicznościowy wygłosił fizyk - teoretyk, prof.
Andrzej Białas. Wykład bardzo mi się podobał, choć mało miał wspólnego z okulistyką.
W trakcie uroczystości dyplomy Honorowego Członka PTO wręczono prof. Krystynie
Krzystkowej i prof. G. Naumannowi. Po wysłuchaniu pieśni staropolskich w wykonaniu Chóru
Akademickiego UJ podejmowani byliśmy przez organizatorów poczęstunkiem w starych salach
Collegium. Następnego dnia po porannej mszy w intencji Katedry, odprawionej w przepięknie
odnowionym Kościele Mariackim, uczestniczyłem w ciekawej sesji naukowej zorganizowanej z
okazji jubileuszu. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie wystawa na terenie
kliniki nt. "Okulistyka na przełomie XIX i XX wieku", gdzie zgromadzono szereg
instrumentów, przyrządów i książek pieczołowicie zbieranych przez wszystkich
kierowników Katedry i Kliniki w Krakowie. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie pierwsze
podręczniki okulistyki m. in. "Fizjologia zmysłów" Józefa Majera z 1857 r. i "Wykład
chorób przyrządu wzrokowego u człowieka" Wiktora Feliksa Szokalskiego z 1869 r. Z tym
drugim podręcznikiem wiąże się ciekawa historia. Zamówiony u autora w 1850 r. przez
Towarzystwo Naukowe Krakowskie był gotowy w rękopisie w 1852 r., jednak nie ujrzał światła
dziennego z powodu zmiany języka wykładowego w Uniwersytecie Jagiellońskim na
niemiecki. Zwrócony autorowi rękopis mógł ukazać się dopiero w 1869 r. w Warszawie.
Jest on uważany za pierwszy polski podręcznik okulistyki, za który prof. Szokalski
uhoronowany został pierwszą nagrodą z funduszu księcia Lubomirskiego. Piękne dzięki
Marysiu za tak wzruszające i wspaniale zorganizowane spotkanie.
Nie byłem, niestety, na kolejnym spotkaniu 07.12.2001 r. w Krakowie - uroczystym
posiedzeniu Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego z okazji odnowienia doktoratu po 50
latach prof. dr hab. Heleny Żygulskiej-Mach. Serdeczne gratulacje dla Pani Profesor i życzenia
dalszych wielu lat na niwie okulistycznej. Przy okazji otrzymałem od Pani Profesor odbitkę
pracy sprzed 43 lat mego przyjaciela dr. med. Szczęsnego Ziobrowskiego (dla przyjaciół
- Felek) pt. "Nowe tablice obrazkowe do badania wzroku małych dzieci" (Klin. Oczna.
1959, 29, 417-426). Polecam ją jako doskonałe i ciągle aktualne postępowanie przy
badaniu dzieci.
Od kilku lat szybko rozwija się nowa forma kontaktów naukowo--szkoleniowych. Staje się
już ona uzupełnieniem, a nawet alternatywą kongresów czy zjazdów. Są to sponsorowane
i organizowane przez firmy, najczęściej farmaceutyczne, spotkania poświęcone jednemu z
wybranych, wąskiemu tematowi. Uczestniczyłem ostatnio w kilku takich spotkaniach i moje
wrażenia z nich są jak najlepsze. Reguły są czyste, tematyka wąska, najczęściej związana
z produktami organizatora, a stosunkowo nieliczne grono uczestników - od kilkudziesięciu
do kilkuset osób - zapewnia pełen komfort wymiany informacji i dyskusji. Pierwsze
spotkanie zorganizowała w dniach 14-15.09.2001 r. w Berlinie firma Dr Mann Pharma.
Ciekawy program naukowy - postępowanie w zespole suchego oka - połączono ze
zwiedzaniem firmy, obserwacją produkcji leków i harmonijnie powiązano z atrakcjami
towarzyskimi. Rozbudowany w szybkim tempie, nakładem olbrzymich pieniędzy Berlin pięknieje
z roku na rok. Jestem przekonany, że za parę lat będzie stolicą zjednoczonej Europy.
Zwiedzaliśmy go w miarę wolnego czasu, podziwiając nowoczesne rozwiązania
architektoniczne (fantastyczne Sony Centrum) oraz bawiąc na wycieczce statkiem po
Szprewie i na dobrej kolacji w Berliner Variete z programem kabaretowym. Myślę, że
kilkudziesięciu uczestników z Polski, w tym tylko kilku profesorów, miło będzie
wspominać tę imprezę.
Nieco inną formułę miało spotkanie zorganizowane przez firmę ALCON w Sintrze,
Portugalia 30.11-2.12.2001 r. Tu nasza 6-osobowa grupa w wąskim gronie około 100 osób z
całej Europy zapoznawała się z nowym przebojem firmy - lekiem Travatan - należącym
do grupy prostaglandyn, będącym odpowiedzią na Xalatan czy Resculę w terapii
jaskrowej. Spotkanie bardzo dobrze przygotowane od strony naukowej, z dyskusjami
panelowymi w małych grupach - zgodnie ze standardami amerykańskimi - nie pozostawiło
zbyt wiele wolnego czasu. Wykorzystywaliśmy go na krótkie zwiedzanie Lizbony, która
bajecznie kolorowo przygotowywała się do nadchodzących świąt Bożego Narodzenia.
Kolacja, którą serwowano w muzeum karet i powozów, była atrakcyjna głównie ze względu
na sąsiedztwo tych bardzo starych pojazdów. W moim odczuciu - mimo że gospodarze
zapewniali, że jest to największe i najlepsze muzeum w Europie - nasz Łańcut posiada
znacznie ładniejsze eksponaty. A i w Petersburgu widziałem carskie karoce w lepszym
stanie niż w Lizbonie. Ostatnie spotkanie o podobnym charakterze zorganizowała firma MSD
w dniach 25-27.01.2002 r. w Paryżu. Oczywiście dotyczyło Trusoptu, Cosoptu i
koregulacji w jaskrze. Tu polska grupa liczyła już kilkadziesiąt osób, a wszystkich
uczestników z Europy było około 600. Poza potwierdzeniem, że Trusopt dobrze wpływa na
przepływ krwi w obrębie tarczy nerwu II, nic nowego. Sympatyczny był natomiast program
towarzyski. Pogoda była łaskawa, stąd rejs po Sekwanie nocą - rewelacyjny - połączony
z kolacją. Również kolacja następnego dnia w salach starej opery z towarzyszeniem
artystów śpiewających (choć nie najlepiej) znane arie zaimponowała mi wystrojem i
przygotowaniem. Niestety podobnie jak na statku jedzenie podłe, wina liche. Prawie nic
nie zjadłem, trochę się napiłem. Ech, gdzie te kolacyjki w Lyonie, Marsylii, Nicei
sprzed paru lat - poezja kulinarna. Czyżby kuchnia francuska podupadła, a może to mój
smak się zmienił?
Kontynuując cykl informacji - jak przebiega nauczanie i szkolenie okulistów w świecie
- krótkie sprawozdanie asystentki Polikliniki CSK WAM, dr Joanny Pachockiej, z jej
pobytu w Brazylii.
W dniach 17.09-12.10.2001 r. przebywałam w Uberabie (Brazylia, stan Minas Gerais), gdzie
zostałam zaproszona przez panią profesor Helię Angotii. Uberaba to 400 tysięczne
miasto posiadające uniwersytet i akademię medyczną. W czasie mojego pobytu miałam
okazję zobaczyć codzienną pracę w prywatnej klinice kierowanej przez panią profesor.
Strajk trwający w szpitalu państwowym spowodował, że nie mogłam poznać sposobu pracy
tej placówki.
W prywatnej klinice opieka medyczna świadczona jest przez 9 lekarzy, którzy
przeprowadzają badania okulistyczne oraz operacje (ECCE, fakoemulsyfikacja,
trabekulektomia, vitrectomia, usuwanie nasiatkówkowych błon, odwarstwienia siatkówki z
użyciem oleju silikonowego i opasania gałki ocznej, usuwanie skrzydlika, zabiegi
powiekowe, LASIK). Przeprowadzane są badania pola widzenia, topografii i grubości rogówki,
angiografia fluoresceinowa, laserokoagulacje dna ocznego, dobierane są soczewki miękkie
i twarde.
Obecnie w szpitalu akademii medycznej odbywa staż specjalizacyjny 8 lekarzy. Musieli oni
zdać egzamin dopuszczający do rozpoczęcia rezydentury, po dwóch latach stażu mają
uprawnienia ogólnego okulisty i większość z nich przystępuje do testu dopuszczającego
do trzeciego roku rezydentury. W czasie tego ostatniego roku wybierają podspecjalność,
którą są szczególnie zainteresowani. Szkolenie okulistów jest w Uberabie bardzo
intensywne. Każdego dnia przed i po południu rezydenci pracują w szpitalnym
ambulatorium, towarzyszący im opiekun udziela pomocy w razie problemów diagnostycznych.
Rezydenci pierwszego roku pracują w punkcie świadczącym pomoc w nagłych przypadkach,
na drugim roku pracuje się w gabinecie leczenia zeza, schorzeń siatkówki, chorób rogówki,
poradni jaskrowej, chirurgii plastycznej i pracowni laserowej, na trzecim roku stażyści
koncentrują się na wybranej przez siebie specjalizacji. Jeden raz w tygodniu odbywa się
zebranie, podczas którego omawiane są szczególnie ciekawe przypadki pacjentów. Cztery
dni w tygodniu przeznaczone są na wykonywanie zabiegów operacyjnych pod okiem opiekunów.
Na pierwszym roku rezydentury lekarze uczą się usuwać skrzydlik oraz guzy spojówek, na
drugim roku zaopatrują rany rogówki, operują zaćmę, zezy (tylko na mm. prostych),
wykonują trabekulektomię i zabiegi na powiekach. Aby każdy ze stażystów mógł wykonać
wszystkie rodzaje zabiegów, przygotowany jest grafik ćwiczeń na bloku operacyjnym.
Cztery razy w tygodniu odbywają się seminaria, na których omawia się różne tematy,
np. chorobę zezową, stosowanie soczewek kontaktowych, zapalenie błony naczyniowej;
jednemu tematowi poświęconych jest kilka spotkań.
Lekarze po skończeniu specjalizacji podejmują pracę w placówkach państwowych i
prywatnych, są w stanie zajmować się wszystkimi zgłaszającymi się do nich
pacjentami, choć starają się koncentrować na wybranej przez siebie specjalności, co
widać szczególnie w przypadkach zabiegów operacyjnych.
System kształcenia w Brazylii uważam za interesujący, pozwala on na gruntowne
opanowanie w stosunkowo krótkim czasie wiedzy teoretycznej i praktycznych umiejętności.
Lekarze po ukończeniu rezydentyry są doskonale przygotowani do świadczenia opieki
zdrowotnej na bardzo wysokim poziomie. Myślę, że gdybyśmy w naszym kraju skorzystali z
takiego modelu szkolenia, polscy okuliści byliby znacznie lepiej przygotowani do
wykonywania swojego zawodu, a ewentualne starania o podjęcie pracy w krajach piętnastki
(po przystąpieniu Polski do UE) miałyby większą szansę na powodzenie.
Chciałabym wyrazić swoje podziękowanie pani profesor Helii Angotii za zaproszenie mnie
do Uberaby, umożliwienie poznania tamtejszego systemu opieki zdrowotnej i pokrycia kosztów
mojego utrzymania (koszty związane z podróżą do Brazylii opłaciłam sama).
Zapraszam do podzielenia się swoimi wrażeniami z pobytów
w innych zakątkach świata.
Redagowanie tej kroniki zakończono 28.02.2002 r.
A.S.
|
|