|
Australia zawsze mnie pociągała. Lektura "Dzieci kapitana
Granta" J. Verne'a z dzieciństwa pozostawiła trwały ślad do dziś. Nic dziwnego,
że ostrzyłem sobie zęby na XXIX Światowy Kongres Okulistyczny, odbywający się w
Sydney w dniach 21-25.04.2002 r.
Sama podróż via Londyn samolotem British Airways była zaskakująco dobra. Tylko jedno
międzylądowanie w Bangkoku i prawie 20 tys. km pokonane w 24 godziny. Sydney powitało
nas piękną, słoneczną pogodą i temperaturą +23°C. Wiała łagodna bryza. Dojazd do
hotelu odbył się bez problemów, ponieważ dr M. Osęka z firmy Dr Mann błyskawicznie
opanował lewostronny ruch, prowadząc wynajęty samochód. Krótki odpoczynek i trzeba było
pobiec na uroczystość otwarcia kongresu.
Świetnie przygotowana i poprowadzona przez mistrza ceremonii Mary Kostakidis, oprócz
akcentów oficjalnych zawierała świetną część artystyczną. Ale po kolei. Już samo
wkroczenie na salę Sydney Entertainment Centre Międzynarodowej Rady Okulistycznej w
ceremonialnych strojach w ponad 50-osobowej polskiej grupie wywołało dreszczyk emocji. Wśród
notabli znajdował się bowiem prof. Zbigniew Zagórski. Krótkie przemówienia
przewodniczącego kongresu dr. P. H. Smitha i prezydenta Międzynarodowej Rady
Okulistycznej prof. G. Naumanna wprowadziły nas w nastrój rozpoczynającego się
wielkiego święta okulistów. Zjechało na nie ponad 6 tys. osób ze wszystkich kontynentów.
Wielkimi brawami przyjęto otrzymujących najwyższe odznaczenia okulistyczne: medal
Gonina - prof. G. Naumanna, medal Francoisa - prof. B. R. Straatsma, medal Duke-Eldera
- prof. P. Watsona i medal Bernardo Streiffa - prof. B. Spiveya. Potem przyszedł czas
na wciągającą, porywającą część artystyczną z występami tancerzy, baletu i
doskonałą muzyką samego Jamesa Morrisona i jego kwintetu. Szkoda, że trwało to
wszystko tylko 2 godziny, przyjęcie powitalne bowiem, które odbyło się zaraz potem -
rozczarowało. Zorganizowane w sali wystaw sprzętu okulistycznego, niczym nie zaskoczyło.
Średnie trunki, jedzenie barowe, miejsc siedzących właściwie brak. Po godzinie uciekliśmy,
aby zjeść przyzwoitą kolację.
Intensywne obrady rozpoczęły się następnego dnia rano. Kilkanaście sal Centrum
Kongresowego, położonego we wspaniałym miejscu - nad Zatoką Harbour Wartford - było
z reguły dobrze wypełnionych do późnego popołudnia, z przerwą na kawę i lunch. Nie
sposób było być wszędzie, ale kilka spostrzeżeń mogę przekazać.
Przede wszystkim nastąpiła zmiana charakteru wystąpień, wynikająca również z
programu zjazdu. Coraz więcej jest referatów wprowadzających, dotyczących głównie
dziedzin podstawowych (genetyki, patofizjologii, immunologii itp.) i paraokulistycznych
(soczewek kontaktowych, chirurgii refrakcyjnej itp.), mniejszy nacisk kładzie się na
problemy chirurgii. Przewiduję zmierzch chirurgii okulistycznej w ciągu 20-25 lat.
Chirurgów zastąpią roboty sterowane zewnętrznie, a coraz to doskonalsze leczenie
farmakologiczne ograniczy znacznie wskazania do interwencji operacyjnej. Zostaniemy
ponadto wyparci z optyki okularowej i soczewek kontaktowych (optometryści), a technicy
zastąpią okulistów w laseroterapii i chirurgii refrakcyjnej. Możliwości
diagnostyczne, już obecnie ogromne, za kilkanaście lat spowodują, że bezpośredni
udział okulisty w badaniu chorego przestanie być niezbędnym warunkiem postawienia właściwego
rozpoznania. Być może nasza rola ograniczy się do kontaktu z chorym, przedstawienia mu
wszystkich aspektów choroby i ewentualnych kalkulacji strat i zysków. Resztę wykonają
laboratoria, aparatura diagnostyczna, farmakolodzy kliniczni i ewentualnie roboty
operacyjne. Piękna przyszłość, ale może bliższa niż się nam wydaje. Koledzy z USA
mówili mi, że chirurgię refrakcyjną przejęli już praktycznie technicy i optometryści,
a zapotrzebowanie na chirurgów okulistów drastycznie spadło. Wykonanie 20-30 operacji
zaćmy dziennie dla wyszkolonego sprawnego okulisty to norma, podobnie jak 10-15
witrektomii. Wystarczy policzyć, ilu takich rocznie potrzeba. Oficjalnie się o tym na
kongresie nie mówiło, ale w kuluarach tak. Nie kto inny jak wielkie koncerny
farmaceutyczne i producenci aparatury okulistycznej narzucają programy zjazdowe i ustalają
główne kierunki rozwoju w okulistyce. Czasy wielkich okulistów-naukowców już minęły.
Pozostaje solidne wyrobnictwo. Oczywiście, to tylko moje refleksje, może czarnowidztwo,
ale tak to czuję. Tematy wielu sesji i referatów kongresu obracały się wokół tych
samych problemów co na poprzednich zjazdach. Pewną nowinką, choć nie całkiem świeżą,
była terapia fotodynamiczna w AMD. Co ciekawe, w czasie dyskusji padło na jej temat dużo
krytycznych uwag, szczególnie ze strony Amerykanów. Podstawowy zarzut to wysoka cena za
stosunkowo niewielkie efekty, i to tylko w wybranych przypadkach. Niektórzy wręcz mówili,
że przedwcześnie rozbudzono nadzieje w chorych, których potem spotyka rozczarowanie związane
albo z niezakwalifikowaniem do terapii, albo z niespełnionymi marzeniami o odzyskaniu
widzenia. Cóż - przyszłość pokaże, czy to właściwa droga. Można tylko, przez
analogię do wcześniejszych nowości (takich jak chociażby soczewki wewnątrzgałkowe,
chirurgia refrakcyjna), sądzić, że i ta metoda leczenia zyska po potwierdzeniach
klinicznych swoje miejsce. Każda nowość przebija się z trudem, ale jeśli jest
skuteczna - to się przebija.
Podsumowując obrady - nie widzę postępu i nowości, poza doskonaleniem metod
diagnostycznych i operacyjnych nic się nie dzieje. Tak wyczekiwany od lat przełom w
terapii immunologicznej w zapaleniu błony naczyniowej czy w terapii genowej w chorobach
uwarunkowanych genetycznie jeszcze nie następuje. Oby pojawił się jak najszybciej.
Polskie akcenty na kongresie to kilka wygłoszonych referatów (przez okulistów z ośrodków
w Katowicach, Gdańsku, Warszawie) oraz kilkanaście plakatów. Liczę, że ktoś z
licznej młodej polskiej grupy napisze szczegółowe sprawozdanie naukowe z kongresu.
Czekam z niecierpliwością.
O programie rozrywkowym kongresu miałem nie pisać - bo to, co zaproponowali koledzy z
Australii, to więcej niż rozczarowanie. Przyjęcie pożegnalne przypominało piknik, a
jego główną atrakcją było strzyżenie owiec, głośna, okropna muzyka i podłe
jedzenie. Dziękuję - odjechałem pierwszym autobusem. Innych atrakcji w ramach słonej
- 500 dol. - opłaty zjazdowej nie było. Za dodatkowe 55 dol. obejrzałem natomiast
świetny balet "Spartakus" w salach Opery w Sydney. Okrzyczana cudem architektonicznym
świata, rzeczywiście robi wrażenie, ale tylko z zewnątrz. Wnętrza rozczarowują:
czarne ściany (podobno mają pomagać w skupieniu się na muzyce), prawie żadnych ozdób
itp., a słynne kurtyny zostały dawno schowane w magazynach dla potomnych. Natomiast
akustyka - rewelacyjna. Pozostałe wolne wieczory spędzaliśmy w polskim gronie na
zwiedzaniu miasta - czystego, nowoczesnego, bezpiecznego - i jego atrakcji, m. in. wieży
z obrotową restauracją, górującą nad miastem. Wrażenie - duże. W przeciwieństwie
do części polskiej grupy, która pokongresowy urlop przeznaczyła na odpoczynek na
Wielkiej Rafie Koralowej lub na zwiedzanie Nowej Zelandii, postanowiliśmy ruszyć w
australijski busz na własną rękę. Jadąc samochodem do Melbourne (ok. 1200 km),
poprzez Góry Błękitne, piękne wodospady i jaskinie Jeuolan dotarliśmy do Parku
Narodowego Kościuszki ze znaną, najwyższą górą Australii, też jego imienia. Piękna
wyprawa, liczne okazy naturalnej przyrody, łącznie ze stadami kangurów i emu na wolności.
Na piękną stolicę Australii - Canberrę, cudownie położoną wśród lasów nad
jeziorem - i 3,5-milionowe Melbourne czasu zostało niewiele, a szkoda. Dla mnie - piękniejsze
od Sydney. Udało się nam jednego wieczoru obejrzeć w teatrze Regent słynny musical "Człowiek
z La Manchy". Bajeczne przedstawienie - lepsze niż u nas. Zaskakująca, piękna
scenografia, wyborna, świetnie zgrana ze śpiewakami orkiestra. To wszystko w efektownym,
barokowym, stonowanym wnętrzu teatru. No i obsada - aktorzy Anthony Warlow w roli Don
Kichota i Caroline O'Connor jako Dulcynea. Co za głosy, co za gra. Ręce same składały
się do oklasków. Piękne, wzruszające przeżycie artystyczne.
Szkoda było wyjeżdżać, tyle jeszcze zostało do obejrzenia w urzekającej swym pięknem
Australii. Niestety, zobowiązania naukowe (prowadzenie sesji w Łodzi) zmuszały do
powrotu. Żegnaj, Australio, chyba już tu nie zdążę wrócić.
O tym, że tradycyjna formuła zjazdów "stricte" naukowych nieco się przeżywa, pisałem
już wielokrotnie. Wprowadzenie na nie tylnymi drzwiami sesji sponsorowanych, na których
reklamuje się określone leki, jest co najmniej kontrowersyjne. Stąd idea spotkań
szkoleniowo-informacyjnych wydaje się czymś rozsądnym. Taki właśnie charakter miało
Forum Okulistyczne, zorganizowane jak zwykle perfekcyjnie przez prof. R. Gosia w Łodzi, w
dniach 10-11.05.2002 r. Firma Exactus, która po raz kolejny współpracuje z prof. Gosiem
w organizacji spotkań okulistycznych, wydaje się potwierdzać swój profesjonalizm i
rzetelność. Wszystko grało, żadnych uwag do organizacji nie mam.
A była to duża impreza. Zjechało około 600 okulistów, w tym wielu kierowników
klinik, a swoją ofertę prezentowało kilkudziesięciu wystawców. Dwie sale obrad, w
Łódzkim Domu Kultury i Textilimpeksie, były położone w odległości kilkudziesięciu
metrów, stąd łatwo było wybrać interesującą sesję szkoleniową.
Trzeba stwierdzić, że było w czym wybierać. Prowadzone przez profesorów, kierowników
klinik, sesje obejmowały większość problemów okulistyki praktycznej. Sam prowadziłem
dwie: "Leczenie zachowawcze w okulistyce" i "Współczesne możliwości leczenia
nowotworów" (w zastępstwie prof. K. Pecold, która wybrała Australię). Mimo pięknej
pogody sale były pełne, a dyskusje zajadłe i ciekawe. Inne też oblegane sesje to jak
zwykle jaskra, chirurgia refrakcyjna, nowe możliwości diagnostyczne w okulistyce - z
bardzo dobrymi referatami od prof. A. Gierek-Łapińskiej - i szereg innych. Wystawa
sprzętu medycznego, aparatury i leków była imponująca i licznie odwiedzana. Jeśli
dodam do tego, że zarówno przyjęcie powitalne w salach pałacu Poznańskich (świetnie
znanego z filmu "Ziemia obiecana"), jak i impreza plenerowa w Lućmierzu, z doskonałą
muzyką i świetną salą do tańca też się udały, to tylko gratulować prof. R.
Gosiowi pomysłu i realizacji oraz prosić o bis.
Kiermusy to mała wioska, oddalona 8 km od Tykocina, położona w urokliwym, szczęśliwie
nieuregulowanym starorzeczu Narwi. Rozległe lasy, podmokłe łąki, nieskażona przyroda
sprzyjają licznym dzikim ptakom z bocianami włącznie, które w pobliżu urządziły
sobie prawdziwą osadę - uwiły 24 gniazda na małej powierzchni. Podobno jest to
najliczniejsza kolonia bociania w Europie. Tam też zaprosił prof. J. Szaflika i mnie białostocki
oddział PTO na posiedzenie naukowo-szkoleniowe. Piękna, upalna pogoda dopisała - był
to przecież koniec maja (24-25.2002 r.) - stąd około 80 okulistów z regionu północno-wschodniego
miało okazję poobcować nie tylko z nauką, ale i dziką, piękną przyrodą. Zajazd
Dworek nad Łąkami, gdzie nas zakwaterowano, i karczma Rzym, gdzie odbywały się obrady,
zapewniły doskonałe warunki wypoczynku i obrad. A że rozpoczynaliśmy w wąskim gronie
od wieczerzy przy cygańskiej muzyce, ze śpiewami i tańcami (z Cygankami!!), humory następnego
dnia w czasie obrad dopisywały. |
|
Część naukowo-szkoleniowa obejmowała referat prof. J.
Szaflika o problemach przeszczepów rogówki, mój o chirurgii refrakcyjnej i gospodyni
spotkania - doc. Z. Mariak o regeneracji nerwu wzrokowego. Poziom i jakość prezentacji
były wysokie, zainteresowanie zebranych - duże. Tylko cieszyć się z takich
inicjatyw, umożliwiających wielu okulistom pracującym w terenie bezpośredni kontakt z
osiągnięciami w okulistyce.
Gospodyni spotkania nie zapomniała o atrakcjach towarzyskich. Zwiedziliśmy największą
podobno w Polsce synagogę w Tykocinie (obecnie mieści się tam muzeum) i wysłuchaliśmy
pięknego koncertu muzyki i pieśni żydowskich w wykonaniu kapeli klezmerskiej z Sejn.
Kolacja koleżeńska, do której przygrywała Kapela Jankiela, to nie tylko wyjątkowa
uczta kulinarna (z czystym sumieniem polecam karczmę Rzym wszystkim smakoszom), ale i
wesoła zabawa z tańcami i śpiewami. Cieszę się, że moja następczyni na stolcu białostockim
kontynuuje tradycje spotkań szkoleniowych w terenie.
Serdeczne dzięki, Zosiu. I za to, że zapraszasz poprzedniego szefa, jak i za perfekcyjną
organizację, którą jak zwykle zapewniał zespół kliniki z sekretarką, panią Haliną
Stankiewicz na czele. Lata wspólnej pracy rozwinęły Pani zdolności organizacyjne, Pani
Halino. Tylko tak dalej!!
Pacjenci krótkowzroczni to nasz chleb powszedni. Szczególnie dzieci i młodzież ucząca
się, u których wada ta czasami szybko postępuje. Trudno nam wytłumaczyć
zaniepokojonym rodzicom, dlaczego tak się dzieje. Na te i inne pytania szukało
odpowiedzi w dniach 30.05-2.06.2002 r. w Międzyzdrojach około 300 okulistów z całej
Polski, w tym kilku kierowników klinik z prezesem PTO prof. J. Kałużnym na czele.
Chwała pani profesor Danucie Karczewicz za pomysł zorganizowania Sympozjum na temat krótkowzroczności.
Prof. A. Harris z USA podkreślił w swoim wystąpieniu, że nie przypomina sobie żadnej
podobnej inicjatywy w innych towarzystwach okulistycznych. A że jest to poważny problem,
wykazało ponad 30 referatów wygłoszonych w kilku sesjach. Jednak nie same referaty, ale
burzliwe długie dyskusje były najlepszym dowodem na to, jak ważny jest to problem.
Toczyły się one przy zawsze wypełnionej sali i, co ważne, padało dużo pytań od ogólnie
praktykujących okulistów. Przysłuchując się im i czynnie w wielu uczestnicząc,
jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że takie spotkania poświęcone
okulistyce praktycznej, codziennej, z możliwością wymiany informacji klinicznych są
bardzo potrzebne. Wykazało to spotkanie w Łodzi, ale może jeszcze bardziej w Międzyzdrojach,
gdzie czas był poświęcony tylko jednemu tematowi - krótkowzroczności.
Ciekawych referatów było dużo i nie sposób je wszystkie omówić. Wspomnę o wystąpieniach
na temat genetycznych aspektów wysokiej krótkowzroczności (Wrocław) i badań
elektrofizjologicznych w krótkowzroczności (Szczecin). Szczególnie ciekawe dyskusje
wywołały prace wygłoszone na sesji poświęconej jaskrze i krótkowzroczności,
prowadzonej przez prof. H. Niżankowską, i sesji "Chirurgia refrakcyjna w krótkowzroczności",
którą sam prowadziłem.
Profesor D. Karczewicz zadbała nie tylko o interesujący program naukowy, ale i o doskonałą
oprawę sympozjum. Obrady toczyły się w salach hotelu Amber, były świetnie zaplanowane
i zorganizowane. Cały komitet organizacyjny pod kierunkiem pani profesor czuwał, aby gościom
nie zabrakło przysłowiowego ptasiego mleczka. A że i pogodę zamówiła pani profesor
rewelacyjną - słońce, ciepło, temperatura ponad 25°C - to i wszyscy miło spędzaliśmy
czas, nie tylko na obradach. Tylko raz pogoda sprawiła nam psikusa, na imprezie
plenerowej bowiem na polu golfowym w Kołczewie lało jak z cebra. Szkoda, bo miałem
ochotę pograć trochę w golfa, a skończyło się na wesołej zabawie przy muzyce na żywo
w salach klubu golfowego. Ponieważ jadło było wyśmienite - pieczone prosiaki, własne
wyroby wędliniarskie (co za szynki i salcesony - palce lizać...), smalczyk ze
skwareczkami i ciepły chlebuś - pyszna zabawa ze śpiewami trwała wiele godzin.
Serdeczne dzięki, Danusiu, za tak wspaniale zorganizowane Sympozjum i program towarzyski.
Po Sympozjum grupa około 50 osób skorzystała z oferty biura podróży Viking Tour z Międzyzdrojów
i udała się na wycieczkę na duńską wyspę Bornholm. Pogoda dopisała, wrażenia też
były wspaniałe, szczególnie że emocjonowaliśmy się wszyscy tym, czy prof. B.
Iwaszkiewicz-Bilikiewicz uda się przemycić przez granicę w obie strony swoją pupilkę,
suczkę miniaturkę. Udało się. Niestety i firmie Viking Tour udało się nas oszukać.
Program wycieczki, który nam przedstawiono w Polsce, odbiegał znacznie na niekorzyść
od tego, co nam zaserwowano na Bornholmie. Potwierdza to, że nasze biura turystyczne ciągle
jeszcze oszukują swoich klientów. Ostrzegam przed Viking Tour - są niewiarygodni.
Kończąc wątek kongresowo-zjazdowy, wspomnę o dwóch jeszcze imprezach. Firma MSD
zaprosiła kilkuset okulistów z Polski do Krakowa w dniach 8-9.06.2002 r. Temat główny
spotkania: jaskra i postępy w jej leczeniu. Referaty z Polski niestety zawiodły -
podejrzewam, że Autorzy zostali zaskoczeni, stąd zauważalne niedopracowania. Również
prof. A. Harris staje się nudny - ciągle to samo, czyli koregulacja i nieśmiertelny
dorzolamid. Atmosferę ogólnego marazmu starał się ratować prof. J. Kański quizem
okulistycznym. Niestety zawiodła aparatura. Stąd może jedynymi pozytywnymi akcentami były
koncert Ryszarda Rynkowskiego na dziedzińcu Wawelu (dla mnie za głośno, akustyka
okropna, pogłosy itp.) i dyskoteka w klubie Equinox (nie byłem, ale takie opinie słyszałem).
Na drugiej imprezie nie byłem - odbyła się w Jachrance koło Warszawy, a organizowała
ją Sekcja Kontaktologii PTO (30.05-
-1.06.2002 r.). Jednym z tematów były problemy i referaty z optometrii. Może dojdzie do
zakopania topora wojennego.
Kilka ważnych spraw załatwił ZG PTO na swoim plenarnym posiedzeniu 07.06.2002 r.
Ustalono termin egzaminu testowego z okulistyki na 21.10.2002 r. Odbędzie się on o godz.
9. w Warszawie. Próg 84 pkt, jako określający zaliczenie testu, został przez Zarząd
podtrzymany. Czy CMKP to zaakceptuje i utrzyma - nie wiadomo. Dotychczasowa praktyka
wskazuje, że instytucja ta, nie angażując się w przygotowanie egzaminu i jego
organizację (wszystko to prowadzi PTO), uzurpuje sobie prawo dowolnego manipulowania
punktacją. Jakie to ma skutki - ci, którzy zdawali dotychczas, wiedzą. Członkowie
Komisji Egzaminacyjnej PTO wyraźnie powiedzieli, że takie postępowanie nie może trwać
dłużej. Na każdym egzaminie muszą obowiązywać jasne, czyste, jednakowe warunki,
znane wszystkim przed jego rozpoczęciem. Jeśli to nie zostanie zaakceptowane przez CMKP,
proponuję, aby instytucja ta przejęła na siebie cały trud i obowiązek przygotowania i
przeprowadzenia egzaminu. Planowany najbliższy egzamin Komisja PTO pod przewodnictwem
prof. T. Kęcika jeszcze przygotuje. Zdający będą odpowiadać na 120 pytań w czasie 2
godzin. 100 pytań będzie pochodziło z Banku Pytań, drukowanego sukcesywnie od nr.
2/2002 w "Klinice Ocznej", 20 zestawów ułożonych zostanie na podstawie artykułów
z "Kliniki Ocznej", "Kontaktologii" i "Okulistyki" z ostatnich 2 lat.
Zarząd ocenił pozytywnie pierwsze doświadczenia związane z nową formą rozprowadzania
"Kliniki Ocznej". Pierwsze dwa numery 2002 r. ukazały się zgodnie z programem, udało
się też uzgodnić z większością oddziałów adresy osób opłacających prenumeratę.
Pozostałe są w trakcie ustaleń, co powoduje opóźnione wysyłanie "Kliniki Ocznej",
w niektórych przypadkach jej zaleganie w wydawnictwie, bo dane nadesłane przez skarbników
oddziałów są nieaktualne (np. adresy) bądź występują niezgodności finansowe.
Powstrzymuję się jeszcze przed wymienieniem na łamach Kroniki oddziałów i skarbników
szczególnie opornych w dopełnianiu tych, chyba prostych, obowiązków. Ale mogę nie
wytrzymać.
Pozytywnym elementem w pracy redakcji "Kliniki Ocznej" jest bardzo duża liczba napływających
prac. Dziękuję za to wszystkim autorom i obiecuję regularne, szybkie ich wydawanie.
Jest to możliwe, recenzenci bowiem poza nielicznymi wyjątkami przysyłają swoje
recenzje w ciągu 8 tygodni, a wydawnictwo Oftal działa naprawdę ekspresowo i
profesjonalnie.
Redakcja "Kliniki Ocznej" wkrótce zyska nowego interesującego współpracownika.
Pani prof. J. Świetliczko zwróciła uwagę, że w piśmie od czasu śmierci prof. W. J.
Orłowskiego brakuje działu historycznego, uwzględniającego szczególnie historię
polskiej okulistyki, również tej najnowszej. Po porozumieniu z prof. J. Kałużnym zgłosiłem
więc kandydaturę pana dr. n. med. Lecha Bieganowskiego na stanowisko kierownika tego
działu. Kandydat jest przedni, jego prace z historii medycyny, szczególnie dotyczące
Witelona, wzbudzają szacunek i uznanie historyków. Miałem przyjemność być
recenzentem jego monografii, zgłoszonej jako rozprawa habilitacyjna, zatytułowanej "Anatomia
oka i mechanizm widzenia w ujęciu średniowiecznych uczonych Ibn al - Haythama
(Alhazena) i Witelona". Gorąco polecam wszystkim okulistom.
Ważną decyzją Zarządu było powierzenie gdańskiej Klinice organizacji kolejnego
Zjazdu PTO w 2004 r. Pani prof. B. Iwaszkiewicz-Bilikiewicz została powołana na
przewodniczącą Komitetu Organizacyjnego. Pamiętam zjazd w 1974 r. w Gdańsku
organizowany przez prof. Morawieckiego. Wierzę, Basiu, że organizowany przez Ciebie będzie
co najmniej tak samo udany.
Od 01.09.2002 r. kierownikiem II Kliniki Okulistycznej Akademii Medycznej w Lublinie, po
odejściu na emeryturę prof. Jerzego Toczołowskiego, został w wyniku konkursu dr hab.
n. med. Marek Gerkowicz. Gratuluję, Panie Docencie, i życzę samych sukcesów w
kontynuacji okulistycznych i kierowniczych tradycji rodzinnych.
Dnia 11.07.2002 r. zmarła w Krakowie prof. dr hab. med. Krystyna Krzystkowa, wielka
polska okulistka. Uczennica prof. Wilczka, była kontynuatorką tzw. krakowskiej szkoły
leczenia zeza, którą wprowadziła do praktyki i rozwijała w latach 60. ubiegłego
wieku. Była wielkim przyjacielem młodych okulistów, czego sam doświadczyłem. Pogrzeb
odbył się 23.07.2002 r. na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Żegnaj, Krysiu, bardzo będzie nam Ciebie brakowało.
Redagowanie Kroniki zakończono 31.07. 2002 r.
Andrzej Stankiewicz
|
|