|
„Nie przeminie wszystko, nie przeminie
kwiaty nie pogasną –
choćby przyszło ręce nam złożyć
i po prostu na zawsze zasnąć.
Pamięć czystej przyjaźni zostanie,
smutna cisza świętojańskich ulic
po odlocie będziemy ziemię
z utęsknieniem do ust jeszcze tulić”.(s. Jan
Twardowski – „opuszczającym świat” – fragment)
Piątek, 23 kwietnia 2004 roku. Kończymy pracę, ostatnie rozmowy z
pacjentami, pisanie recept... Przed nami wolna sobota, niedziela, powoli
zapada nastrój rozluźnienia. Jeszcze rozmawiamy o tzw. „ciekawych
przypadkach”, jednemu z pacjentów, przygotowywanemu do zabiegu
refrakcyjnego, zalecamy próbę z twardymi, bitorycznymi soczewkami
kontaktowymi. Praca dla Piotrka – on to potrafi. Umawiamy się więc, że
zrobimy to w poniedziałek. Na biurku zostawiamy niedokończone karty
pacjentów. Skończymy w poniedziałek. Ja swoje dokończyłam. Karty Piotrka
zostaną niedokończone na zawsze.
Następnego dnia, w sobotę, 24 kwietnia 2004 roku Piotrek ginie w wypadku
samochodowym. Ma 37 lat. Jadą, razem z żoną Ewą, na ulubioną działkę.
Późne popołudnie, okolica Zakroczymia, pada deszcz. Jak mówią świadkowie
wypadku, przeciwległym pasem jedzie z zawrotną prędkością mercedes bus.
Nagle hamuje, wpada w poślizg, przejeżdża pas zieleni, prawie czołowo
uderza w samochód Ewy i Piotrka. Piotrek ginie na miejscu, Ewę w bardzo
ciężkim stanie karetka przewozi do szpitala. Dopiero po 3 miesiącach
odzyska przytomność. Chwila wcześniej, chwila później, krótki powrót do
domu po zapomnianą książkę, sweter, kurtkę i te dwa samochody nie
spotkałyby się nigdy. Życie Piotra toczyłoby się dalej...
Nie przeminie wszystko, nie przeminie...
Piotr Truba urodził się 29 września 1967 roku w Wieluniu. Ojciec
Piotrka, Kazimierz Truba, lekarz oficer, przeniesiony został później do
Olkusza. Tam, w pobliżu Szlaku Orlich Gniazd, Piotrek chodzi do
przedszkola i szkoły podstawowej. W 1980 roku rodzina państwa Trubów
ponownie przenosi się, tym razem do Legionowa. Nauka w Liceum
Ogólnokształcącym w Legionowie to czas Piotrkowego buntu młodzieńczego,
ale, jak mawiał Piotrek, „buntu konstruktywnego”. Harcerstwo, obozy
stacjonarne, wędrowne, gitara, wędkarstwo – które zostanie pasją na
zawsze, dzieloną później z synem Michałem.
Nie przeminie wszystko, nie przeminie...
W 1986 roku Piotrek zdaje egzamin maturalny z bardzo dobrym wynikiem.
Decyduje o podążaniu śladami ojca – nauka w Wojskowej Akademii Medycznej
w Łodzi, zakończona w 1992 roku. Rok 1992 jest ważny dla Piotrka również
z innego powodu. Żeni się z Ewą Tomalską. Pasują do siebie, rozumieją
się, tworzą szczęśliwą, kochającą się i cieszącą się życiem rodzinę. Syn
Michał ma teraz 10 lat, córka Joasia – 9 (przejeżdżali kiedyś koło
Mławy, Piotrek opowiada dzieciom: … „ a to jest pomnik Obrońców Mławy”.
Michał na to: „Tata, a kto wygrał?...”).
W tym samym roku Piotrek rozpoczyna staż podyplomowy w Centralnym
Szpitalu Klinicznym Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie. Po
skończeniu podejmuje pracę w Batalionie Medycznym w Legionowie i
jednocześnie otwiera specjalizację z okulistyki w Klinice Okulistycznej
CSK WAM w Warszawie u profesora Stanisława Mrzygłóda. Egzamin
specjalizacyjny I stopnia zdaje w 1996 roku, a II stopnia – w 1998. Od
1998 roku jest kierownikiem Gabinetu Okulistycznego w Batalionie
Medycznym w Legionowie. Jest dobry, wie dużo, ma zdolne ręce, łatwo
nawiązuje kontakt z pacjentami. Pacjenci lubią go, ufają, szanują...
(jeden z jego pacjentów, kombatant, rezerwuje miejsce obok grobu
Piotrka, chcąc w przyszłości spocząć na zawsze koło swojego lekarza
okulisty. Zaskakujące?... Ale czyż może być piękniejsza wdzięczność
pacjenta dla lekarza?)
Nie przeminie wszystko, nie przeminie...
|
|
W 2001 roku Piotrek kończy przygodę z
wojskiem. Na własną prośbę odchodzi z zawodowej służby wojskowej.
Rozpoczyna pracę w Centrum Medycznym „Mavit” w Warszawie. Prowadzi też
swój prywatny gabinet okulistyczny w Legionowie. Dwie główne domeny
działalności to kontaktologia (rewelacyjnie dobiera soczewki bitoryczne
i stożkowe) i chirurgia refrakcyjna rogówki. Tworzymy fajny zespół,
motywujemy się wzajemnie. Piotrek dodaje otuchy w chwilach zwątpienia,
jest opanowany, przewidywalny, zawsze życzliwy. Pielęgniarki lubią z nim
pracować, my lubimy się radzić, żartować, dyskutować. Uczestniczy w
polskich i zagranicznych zjazdach okulistycznych, szkoleniach,
prezentuje własne prace. Zastanawia się nad doktoratem... („Wiesz,
chciałbym... dla Taty”- mówi).
Nie przeminie wszystko, nie przeminie...
Ma też słabości – lęk wysokości – na 65. piętrze drapacza chmur boi się
podejść do okna; pierwszy lot samolotem napawa go przerażeniem – co nie
przeszkadza mu żartobliwie skrytykować pilota, że chyba za szybko
poderwał samolot. No i codzienna wieczorna puszka piwa w zaciszu
domowym, w czasie meczu piłkarskiego, boksu zawodowego, skoków
narciarskich. Uwielbia komputery i cyfrowe aparaty fotograficzne (kiedyś
dwie zagraniczne turystki poprosiły go o zrobienie zdjęcia. Piotrek
przygotował się, nacisnął guzik, po czym oślepiony został lampą
błyskową. Okazało się, że ustawił aparat odwrotną stroną. Ilekroć
wspominaliśmy to zdarzenie – śmialiśmy się do łez). Razem z żoną i
dziećmi dużo podróżują, zwiedzają Polskę i świat. Mają wielu przyjaciół.
Pomimo spokojnych charakterów żyją szybko, intensywnie. Za organizację
życia rodzinnego i tzw. „ważne sprawy” odpowiada Piotrek („Gdyby mnie
zabrakło – to Ewa sobie z tym wszystkim chyba nie poradzi” – powiedział
kiedyś). Piotrka zabrakło, ale Ewa, rodzice Piotrka, dzieci – Michał i
Joasia – muszą sobie radzić. My, jego znajomi, współpracownicy,
przyjaciele – również.
Na badania kontrolne wciąż przychodzą pacjenci, których Piotrek
zoperował. Dodajemy nasze wpisy do jego wpisów w dokumentacji medycznej.
Życie bowiem toczy się dalej, ale przecież „nie przeminie wszystko, nie
przeminie – kwiaty nie pogasną – choćby przyszło ręce nam złożyć i po
prostu na zawsze zasnąć... ”
Dziękuję rodzicom Piotrka – pani Krystynie Trubie i doktorowi
Kazimierzowi Trubie – a także koledze Piotrka – Jackowi Jakubowskiemu –
za pomoc w napisaniu wspomnienia.Danuta Horodyńska
|
|